Fantastyka Racjonalna
- czyli o tym, że Smoki rozmawiać jednak nie powinny
Artur "DeSS" Pokojski
Dlaczego smoki rozmawiać jednak nie powinny...
Problem, który wg nas wymaga solidnego rozpatrzenia, to pytanie jaką winna być
fantastyka,
aby przybrać możliwie najdojrzalszą formę. Zagadnienie jest nieproste do
analizy, gdyż fantastyka
ze swej istoty jest dziedziną, w której suwerenem jest i być powinna ludzka
wyobraźnia.
Zanim zarysujemy główne poglądy pragnąłbym zaznaczyć czytelnikom, iż świat
fantasy (w opinii autorów
strony www.magiaimiecz2003.prv.pl), czyli wszelkiego rodzaju gry, systemy,
książki, to świat
stworzony w celu wybitnie rozrywkowym i nigdy nie powinien być przyczyną
realnych konfliktów
(tudzież bójek, gwałtów, tortur, interwencji zbrojnych :)
Podkreślam więc, jakkolwiek racjonalne wskazówki mogą przynieść obiektywne
korzyści miłośnikom
fantastyki, to skala problemu niezmiennie pozostanie niewielka, a odmienność
zdania w tej materii
(nawet wdrążana w życie) szczęśliwie społecznie niegroźna.
Tekst - a może i seria artykułów? - będzie miała za cel zwrócenie uwagi na
kilka aspektów fantastyki,
które wydają się przybierać niepożądane kształty w świadomości społecznej,
wynaturzając
pewne kwestie i czyniąc z nich niejako karykatury. Na początku pragnę
zastanowić się nad
filarem i znakiem rozpoznawczym szeroko rozumianej fantasy jakim jest "Smok".
Problem smoka to problem dookreślenia go jako gatunku. Mianowicie: czy jest on
wielkim,
latającym gadem na wzór pradawnych mieszkańców naszej planety wyposażonym w
mityczną umiejętność
ziania ogniem? Czy może ponadto należy przypisać mu dodatkowe moce, i wówczas
jego inteligencja,
zdolności magiczne oraz znajomość języków staną się smoczymi znakami
rozpoznawczymi i podstawowymi atutami?
Zanim przejdziemy do odpowiedzi na to pytanie, pragnę przedstawić ogólne
założenia z jakich wychodzimy, mianowicie koncepcje "Fantastyki Racjonalnej",
w kierunku której
skłaniają się nasze upodobania.
Cóż oznacza termin "Fantastyka racjonalna?" Otóż jest to wolność dla
wyobraźni, funkcjonującej
w granicach pewnych norm i możliwości, jakich łamać nie wolno.
Mówiąc obrazowo: istnienie rozmaitych, niebytujących w realnym świecie ras
jest uzasadnione, gdyż są one
integralną częścią kolorytu fantastyki, jednak fakt ten nie upoważnia
bynajmniej
do powoływania do życia każdego rodzaju bubla, tylko dlatego, że ktoś go
wymyślił.
Arystotelesowska zasada niesprzeczności wewnętrznej bytu i logiczne mechanizmy
nie mogą ominąć nawet świata fantasy.
Przykładowo: Stado Rozwścieczonych Krzeseł nie nadaje się zupełnie do świata
stworzonego
na modlę Tolkiena, a przeciez każdy z łatwością może wyobrazić sobie tego
rodzaju watahę atakującą
podchmielonego jegomościa w gospodzie.
Najwyraźniej istnieje potrzeba pewnego rodzaju uzasadnienia (historycznego,
mitologicznego lub chociaż czysto
estetycznego), aby zgodzić się na funkcjonowanie danego gatunku stwora, nawet
w obrębie świata fikcyjnego.
To samo się tyczy charakterystyki, umiejętności, trybu życia, czy mentalności
stworzenia - sposób bycia
istoty nie może rażąco kłócić się z jej predyspozycjami (mam na myśli
latającego mamuta, czy
gadającą tarantulę - konstrukcja biologiczna organizmów znanych nam z empirii,
czy skojarzenia związane
z nimi na na zasadzie podobieństwa do gatunków z realnego świata wołają o
pomstę do nieba, gdy zachodzą
tym podobne ekscesy). Czyli: to, że pegazy w rzeczywistości nie istnieją, nie
oznacza, iż w
fikcyjnym świecie powinno się móc przypisywać im cechy według własnego
nieuzasadnionego "widzimisię".
Przecież każdy przyzna, że jest w stanie wyobrazić sobie pegaza zionącego
ogniem, co
w żadnym stopniu nie upoważnia do tego, iż powinien móc to czynić.
Świat fantasy jest z reguły nieokreślony przestrzennie. Fabuła najczęściej
rozgrywa się w świecie
mówiąc skrótowo tzw. "elfów i orków" w jakichś dalekich, zapomnianych
krainach, do których dopiero autor wprowadza
uczestnika przygody, opisując w ten czy inny sposób miejsce akcji. Rzecz nie
dzieje się w świecie
znanym nam z autopsji, a właśnie autorzy powołują do istnienia krainy
odrysowując je jak najumiejętniej
ze świata własnej wyobraźni. I tu właśnie dowolność przestrzenna potwierdza
brak swoich granic.
Inaczej rzecz ma się z czasem. Po pierwsze: zamki i miecze sugerują, że mamy
do czynienia z cywilizacją
zbliżoną do realiów wieków średnich. Nie ma tu dowolności. Elf z pistoletem
zwyczajnie nie pasuje
(chyba, że dany system/gra/książka z założenia jest daleki od standardów.
Również cykl dobowy,
czy choćby pory roku kojarzą się ewidentnie ze światem, którego sami jesteśmy
udziałem. Bohaterowie
tak jak my stają się spragnieni, głodni, potrzebują odpoczynku, i tak dalej.
Nie jesteśmy w świecie
"Alicji w krainie czarów" i skoro godzimy się na pewne ogólne aksjomaty,
trzymajmy się
ich należycie.
Wracając do dzisiejszego tematu, jakim jest smok...
Smok to stwór, którego bytowanie w świecie fantasy potwierdzone jest we
wszystkich
wymienionych przeze mnie aspektach (to jest: historycznym, mitologicznym i
estetycznym).
Historyczne potwierdzenie stworzeń smokopodobnych przyniosły odkrycia
archeologiczne
potwierdzające drapieżne formy życia, wykluwające się z jaj, niekiedy
obdarzone
umiejętnością latania.
Mitologiczne wzmianki na temat tej istoty rozsiane są doprawdy po całym
globie,
niezależnie od cywilizacji, czy kultury regionu. Dla uzasadnienia wymieńmy
najsłynniejszy polski przykład jakim jest legenda o smoku wawelskim.
Wreszcie estetyczna afirmacja (najbardziej subiektywna) wskazuje, iż smok
zwyczajnie
jest wspaniałym stworzeniem, nadającym nową jakość światu fantasy,
wyznaczającym niejako
granice potęgi fizycznej, jako olbrzymi drapieżnik (czego Wataha Krzeseł
wzbudzając uśmiech
bynajmniej nie spełnia).
